Coldcard pod ostrzałem: ponad 114 mln USD
Luka w portfelach Coldcard doprowadziła do lawiny kradzieży Bitcoinów. Straty rosną z godziny na godzinę, a użytkownicy wciąż przenoszą środki.
Lawina kradzieży z portfeli Coldcard
Atak na użytkowników Coldcard wciąż się rozwija, a łączna wartość skradzionych Bitcoinów została już oszacowana na ponad 114 mln USD. To jedna z najpoważniejszych afer związanych z bezpieczeństwem sprzętowych portfeli w ostatnich latach.
Wszystko zaczęło się od odkrycia błędu w oprogramowaniu firmware urządzeń Coldcard Mk3, który istniał od marca 2021 roku. Luka sprawiała, że portfel zamiast korzystać z właściwego sprzętowego generatora losowości, wpadał w tryb awaryjny oparty na słabszym pseudolosowym mechanizmie. W praktyce oznaczało to, że seed phrase mogły być dużo łatwiejsze do odgadnięcia, niż zakładali użytkownicy.
Jak rozwinął się atak
Pierwsza fala kradzieży została wykryta w czwartek i dotyczyła środków o wartości przekraczającej 35 mln USD. Następnie atak postępował przez cały weekend, a kolejne transakcje wskazywały, że napastnicy nadal opróżniają nowe adresy.
Według pojawiających się szacunków:
- początkowo skradziono ponad 1 158 BTC z ponad 2 600 adresów,
- później liczba ta wzrosła do 1 359 BTC,
- kolejne analizy mówiły już o ponad 1 367 BTC i 4 585 adresach.
Największa pojedyncza transakcja obejmowała 51 BTC. To pokazuje, że nie chodzi o incydent ograniczony do kilku przypadków, lecz o szeroko zakrojoną falę opróżniania portfeli.
Które modele były zagrożone
Na początku producent sugerował, że problem może dotyczyć jedynie Mk3, ale później rozszerzył zakres ostrzeżenia. Ostatecznie przyznano, że podatne były także inne modele, w tym Mk4, Mk5 i Q.
Firma podała też, że wadliwy mechanizm generował seed phrase o entropii wynoszącej około 72 bitów, zamiast oczekiwanych 128 bitów. To ogromna różnica z punktu widzenia bezpieczeństwa.
Reakcja producenta i branży
Producent portfeli przyznał się do błędu, zapowiedział odpowiedzialność za incydent i przeprosił użytkowników. Z komunikatów wynika, że:
- wstrzymano wysyłki produktu,
- zniszczono pozostały zapas urządzeń z podatnym firmware,
- opublikowano poprawkę w firmware 4.2.0 dla Mk3,
- ale aktualizacja nie mogła naprawić już wygenerowanych, kompromitowanych seed phrase.
To ważna różnica: jeśli klucz prywatny został utworzony na podatnym firmware, samo późniejsze zaktualizowanie urządzenia nie przywraca bezpieczeństwa środków. Użytkownicy muszą przenieść Bitcoiny do nowych portfeli z wygenerowanymi od nowa kluczami.
Co dalej z funduszami ofiar
Część środków została skonsolidowana do jednego adresu należącego do napastników, na którym znajdowało się około 562 BTC. To jedyny względnie pozytywny sygnał w całej sprawie, bo brak dalszych ruchów może sugerować działania organów ścigania albo przynajmniej chwilowe wstrzymanie atakującego.
Jednocześnie z ustaleń wynika, że w analizie przepływu środków mogły pomóc dane z usług blockchainowych wykorzystywanych do identyfikacji źródłowych adresów. Sprawa została też zgłoszona odpowiednim służbom w kilku krajach.
Co oznacza ta historia dla użytkowników Bitcoinów
Incydent z Coldcard przypomina, że nawet sprzętowy portfel nie jest bezpieczny, jeśli zawiera błąd na poziomie generowania kluczy. W świecie krypto to właśnie jakość losowości decyduje o tym, czy seed phrase naprawdę jest nie do odgadnięcia.
W tym przypadku problem nie polegał na przełamaniu blockchaina, lecz na wykorzystaniu słabości w sposobie tworzenia kluczy prywatnych. Gdy atakujący potrafią odtworzyć lub odgadnąć seed, mają pełny dostęp do środków przypisanych do danego portfela.
Sprawa wciąż trwa, a łączna wartość strat może jeszcze wzrosnąć.